września 07, 2020

Venus Nature i drama, bo nie nature..



Jakiś czas temu w Rossmannie pojawiła się marka Venus Nature i niby fajnie, ale szukałam na opakowaniu informacji czy olej jest rafinowany czy nie i co? Nie ma takiej informacji, dlaczego? Oleje są rafinowane ( info od Venus ), więc nie mają się czym chwalić. Wprowadzają coraz więcej nowych kosmetyków, półproduktów, więc wypadałoby ostrzec Was, że ta marka wcale nie jest taka super i wcale nie taka tania.

Bardzo dużo osób "jara się" tym, że półprodukty są dostępne stacjonarnie, ale szczerze? Lepiej sobie zamówić i poczekać a miec produkty lepszej jakości. 

Ceny tych olei nie są wcale super, bo np. olej z pestek moreli rafinowany z Venus kosztuje 12,99zł/50 ml a za zimnotłoczony, nierafinowany z Ecospa zapłacimy 9zł/50ml lub 14,70zł/100ml. A woda różana z Venus 12,99 zł/ 50 ml a na Ecospa ekologiczna kosztuje 14,50zł/100ml. Wybierajcie mądrze!

Owszem, zdarzyło mi się je kupić "na szybciocha" bo właśnie.. były stacjonarnie! Aczkolwiek zazwyczaj wybieram lepiej - wiadomo.

Co to jest rafinowanie i czemu takie oleje są bezwartościowe?


Smarowanie olejem rafinowanym to jak smarowanie parafiną, bo poza okluzją nie dostajecie nic. Oleje rafinowane mogą być np. przy użyciu środków chemicznych ( m.in. heksan) w wysokich temperaturach. Temperatury sięgają często 100, 160 stopni a może nawet więcej, w takich temperaturach niestety tracimy wartościowe składniki. Rafinowanie pozbawia oleju koloru, zapachu i można go dłużej przechowywać, ale co z tego skoro takiego oleju nie można już spożywać ( a to coś mówi ) oraz traci on większość wartościowych składników. Znacie na pewno to o miodzie, że miodu do herbaty nie dodajemy od razu, nie dodajemy do wrzątku, bo traci swoje właściwości. Tak samo jest z olejami.

Oczywiście marka się broni i twierdzi, że jest inaczej, że rafinacja nie zmienia właściwości kosmetyków.. Ja wolę mieć pewność, że kuupuję coś wartościowego.

Czy ich kosmetyki są lepsze od ich półproduktów?


Skoro ich oleje są rafinowane to te w kosmetykach zapewne też są rafinowane a dodatkowo można naciąć się na "piękny" konserwant BHT. W kosmetykach jedynie co może zadziałać to ekstrakty roślinne i olejki eteryczne, ale wątpię, że się na nie skuszę, bo nawet w tym przedziale cenowym da się lepiej. Jednie dwie rzeczy mogłabym od nich kupić, które? Pierwszą jest gliceryna farmaceutyczna, bo gliceryna to gliceryna aczkolwiek wolałabym kupić ze sprawdzonego źródła o prawdopodobnie lepszej jakości. No i żele pod prysznic, dlaczego?

Żel pod prysznic ma myć, najlepiej delikatnie a w nich znajdziemy detergenty całkiem delikatne. No, ale nie jest to żel w pełni naturalny, bo ma pegi. Niektórych pegów nie unikam, dla mnie ten skład jest akceptowalny, ale NIE JEST NATURALNY.

Jeden z żeli ma taki skład: Aqua ( woda ), Cocamidopropyl Betaine, Sodium Lauroyl Sarcosinate, Coco-Glucoside ( substancje myjące ), Glycerin, Mangifera Indica Fruit Extract ( ekstrakt z mango ), Parfum ( substancje zapachowe ), Lactic Acid ( kwas mlekowy ), Mentha Arvensis Herb Oil ( olejek eteryczny z mięty ), Sodium Benzoate ( konserwant ), PEG-200 Hydrogenated Glyceryl Palmate, PEG-7 Glyceryl Cocoate ( substancje myjące/emulgatory ), Potassium Sorbate ( konserwant ).


Nie zawierają alergenów? Litości.. 


A cóż nie jest alergenem?  Natura uczula bardziej i zawszę o tym mówię a aloes to jeden z naprawdę silnych alergenów. Wszelkie ekstrakty, które znajdziemy w tych kosmetykach, konserwanty, substancje zapachowe itp. mogą być alergenem i mogą uczulać.

Podsumowując.. 


Nie jest to w żaden sposób zła marka czy złe półprodukty, ale są lepsze, po prostu. Kosmetyki z BHT mają się nijak z "nature", więc myślę, że mamy prawo ( my konsumenci ) czuć się oszukani.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © fuksja , Blogger